kusicielka skradzionych pocałunków

Kusicielką jest oczywiście jemioła, która podczas ostatniej wichury spadła z drzewa tuż pod moje stopy. Uznałam, że muszę ją zabrać i nad wejściem do domu zawiesić, co też uczyniłam…
…
  
…
Dzisiaj przystroiłam dom w świąteczne akcenty, abym jutro w spokoju i niecodziennym już świątecznym klimacie, potrawy wigilijne i bożonarodzeniowe mogła przygotować…
…
.
  
…
  
…
  
…
Serdecznie dziękuję za wszystkie miłe listy, kartki świąteczne, maile, a nawet prezenty :-)))) szczególnie za zielone jabłuszka i świece :-)))
…
.
  
…
  
…
.
 Kochani, wszystkim Wam życzę pogodnych, radosnych, zdrowych, spędzonych w serdecznej atmosferze Świąt Bożego Narodzenia.
…
.
 
…
  

kruche ciasteczka, Horacy i blogowanie


Wyrabiam ciasto na kruche ciasteczka, mąka, cukier puder, masło, jajka, trochę cynamonu, imbiru… do dekoracji płatki migdałów i ziarno słonecznika… Myślę o tym, że dokładnie rok temu, gdy za oknem padał śnieg, a mróz panował niesłychany, w poszukiwaniu świątecznych inspiracji przeglądałam „Werandę country” i natknęłam się na artykuł o gospodarstwie agroturystycznym w Bieszczadach, piękny, drewniany dom położony w niezwykłej górskiej scenerii, zagłębiłam się w lekturę i z zapałem oglądałam zdjęcia. Okazało się, że  Gospodyni tego domu prowadziła blog, pomyślałam wówczas, że to świetny pomysł i że ja również mogłabym spróbować wirtualną opowieść o moim życiu w zgodzie z naturą stworzyć. Od razu zabrałam się do realizacji mego pomysłu, choć kilka godzin trwało nim umieściłam pierwsze zdjęcie… i jako motto pewne słowa, które długo kołatały się w mojej głowie, często były w stanie uśpienia, w ogóle o nich nie pamiętałam, a czasami nie dawały mi spokoju, powracając raz po raz, słowa, które widnieją również na zdjęciu tytułowym „Ze wszystkich zakątków Ziemi, ten najpiękniej się do mnie uśmiecha”. 
Ciasteczka wstawiam do piekarnika…
…
  
…

Sentencję tę przeczytałam ponad 15 lat temu, kiedy przebywając w Puławach zwiedzałam Pałac Czartoryskich, na fryzie Pałacu widniały właśnie te słowa, które skryły się również w moim sercu. Nie było jednak podpisu, nie wiedziałam, kto je wypowiedział. Dzisiaj wiem, że to Horacy, a brzmią one trochę inaczej niż je zapamiętałam, choć sens pozostał taki sam ” Ten zakątek Ziemi najbardziej ze wszystkich się do mnie uśmiecha”. 
Tak więc rok temu, piekąc piernikowe ciasteczka, patrząc na obsypane białym puchem Siedlisko rozpoczęłam moją przygodę z blogowaniem i blogerami 😉 Dziękuję wszystkim za miłe towarzystwo, ciekawe komentarze, liczne odwiedziny… o ciasteczka już się upiekły :-))) Smacznego!
…
  

dlaczego sarny szczekają?

O tym, że sarny szczekają dowiedziałam się całkiem niedawno, wówczas kiedy zamieszkałam w lesie. Często przede wszystkim wieczorami od strony lasu właśnie, tam gdzie nie ma innych domów, ani gospodarstw, gdzie jest las, za nim jezioro i znowu las.. wyraźnie słyszałam szczekanie. Szczekanie dość blisko domu, musiałam oczywiście ten problem rozwiązać i sprawdzić jakie to zwierzę tak szczeka i z jakiego powodu. Z latarką w dłoni i Zorką u boku wiele razy chodziłam w ciemność lasu, kierując się odgłosami wydawanymi raz po raz przez jakieś zbłąkane zwierzę. Myślałam, że to może znudzony przyjaźnią czworonoga człowiek, wywiózł psa do lasu i tam go zostawił, bo tak przecież ludzie postępują… Nigdy jednak wędrując po lesie żadnej psiny nie spotkałam, natomiast kiedyś, jak chciałam już zrezygnować z moich wieczornych poszukiwań, spostrzegłam między gęstwiną drzew dwie sarny. Pierwsza z nich, z gracją się poruszająca mama sarna i nieporadnie kroczący za nią koziołek. Sarny przystanęły, zobaczyły Zorkę i mnie …i zaczęły uciekać. Sarna mama eleganckim, sprężystym krokiem z dumnie podniesioną głową czym prędzej czmychnęła w otchłań leśnego półmroku, koziołek chciał podążać za nią lecz zaplątał się prawdopodobnie w jakieś krzaki. W ciemnościach nie widziałam dobrze jego postaci, a nie chciałam oślepiać zwierzątka światłem latarki. Koziołek najpierw stał bezradnie, a po chwili usłyszałam jak usiłuje się wyplątać i właśnie wówczas wydał z siebie dźwięk tak bardzo przypominający szczekanie psa, dźwięk który słyszałam już wielokrotnie, lecz nie wiedziałam kto jest jego autorem. Zaczęłyśmy z Zorką się wycofywać, aby jeszcze bardziej nie przestraszyć koziołka. Odeszłyśmy kilkanaście metrów i cichutko czekałyśmy co będzie  dalej. Koziołek cały czas stał w jednym miejscu i co kilka sekund szczekał. Niebawem mama sarna wróciła po niego i prawdopodobnie oswobodziła z krępujących go więzów, bo po chwili oboje przemieścili się w głąb lasu. Tak więc sarny szczekają, kiedy znajdują się w niebezpieczeństwie, kiedy przestraszą się czegoś lub kogoś, w ten sposób przekazują informację osobnikom ze swojego stada, że znajdują się w sytuacji nadzwyczajnej…
Te sarenki poniżej na szczęście są spokojne, wędrują po grudniowych polach, skubiąc jesienną trawkę…
…
  
…
  

..w krainie baśni

…w krainie baśni, gdzie tajemnice, trolle i skrzaty panują, gdzie zacierają się kształty, kolory i obrazy…
przebywam…
…
  
…
  
…
  
…
  
…
  
…
…a teraz spoglądam w drugą stronę…
…
  
…
  

z wizytą u miejscowego artysty

Wybrałam się dzisiaj z wizytą do pracowni rzeźbiarskiej p.Ryszarda Wojtkiewicza, która znajduje się niedaleko od mojego Siedliska, w miejscowości Zbiczno. Pan Ryszard tworzy rysunki satyryczne oraz rzeźbi w drewnie, głównie w nadającym się do tego wprost idealnie, drewnie lipowym. Mogłam podziwiać tu najróżniejsze rzeźby: zwierzęta, skrzaty, anioły, satyryki, akty, sztukę użytkową, rzeźby i płaskorzeźby o tematyce religijnej… i wiele innych dzieł.
…
  
…
  
…
  
…
  
…
  
…
  
…
Dwie rzeźby z tej ogromnej kolekcji, której nie sposób pokazać w całości, pojechały ze mną do domu 🙂
…
  
…
  

gdy kot ma swoje wejście

…
  
…
Gdy kot ma swoje wejście i wyjście, rzecz jasna, staje się kotem niezależnym. O dowolnej porze dnia i nocy może samodzielnie wyjść, załatwić nietuzinkowy wachlarz kocich spraw i… wrócić do domu. Mogę spokojnie wyjechać na kilka godzin i nie martwić się czy koty czasem nie mokną lub nie marzną na zewnątrz. Najważniejsze jednak jest to, że nie budzą mnie w środku nocy lub nad ranem z prośbą o  otwarcie drzwi. Równo rok temu owo „wejście dla kota” zostało zainstalowane, Kicia i Miluś już po kilku godzinach wiedziały w jakim celu i bawiły się wchodząc i wychodząc jedno za drugim. Dzięki tym drzwiczkom nauczyły się korzystać z toalety na zewnątrz, tak więc odpadł zupełnie problem codziennego czyszczenia kuwety.
Ciekawe czy kiedyś jakiś obcy kociak tędy do domu wparuje 😉
 …