… kiedy pada deszcz…

 

…kiedy pada deszcz, przyroda ożywa, spija soki życiodajnej wody, oczyszczającej, dającej radość, wnikającej w najgłębsze zakamarki florystycznej duszy… wody, która powoduje, iż przyroda się zmienia, nabiera kolorów, unosi swą kruchą postać, istnieć zaczyna.. rozwija swe delikatne jeszcze liście i płatki… budzi się, aby żyć pełnią swego rozkwitu… 

…zawstydzone po kąpieli buźki żonkili, wyginają swe smukłe szyje, odwracając wzrok od podglądających ich intymność ciekawskich oczu…

 

…osuszone już po ciepłym deszczu krokusy, prężą się, wyglądając słońca,  wygładzają wszelkie wgniecenia w swych aksamitnych, kwiecistych spódniczkach…

 

 

…nabrzmiewają, dojrzewają jasnozielone, zebrane w gęste pęczki igły modrzewia… gdzieniegdzie różany owoc w postaci zalążka szyszki na świat wydając…   

 

 

32 Replies to “… kiedy pada deszcz…”

  1. Ty to masz teraz ciekawostek w swoim siedlisku! Sama kiedy rano wstaję biegnę na balkon sprawdzić jak się ma moja lawenda i żółciutka forsycja przed oknem, która zimą była brzydkim kaczątkiem i bardzo mnie zaskoczyła, a bez zapowiada się soczyście 🙂 Ty to masz dopiero frajdę…:)) A to zdjęcie z modrzewiem jest kapitalne!! prześlij mi je proszę na maila. Pa, lecę do pracy…

    1. coś zaczyna się dziać i u mnie… u Ciebie jest cieplej, więc zapewne i kolorów więcej…. zamarzyła mi się kawa na lawendowym balkonie :-)))) a zdjęcie prześlę zaraz, buziaczki

      1. ale moja lawenda zieloniutka jeszcze, mam nadzieję, że będzie dużo słońca i zakwitnie, a na kawkę na lawendowym balkonie, nawet bez kwiatów, zawsze jest pora, sprawdź sama, tzn nie sama, ze mną :))

      2. po świętach pewnie dopiero nastąpi ta kawa… ale może Ty wpadniesz do siedliska?… prze świętami? bo wiesz na bajaderkę mam ochotę ;-))))

      3. O tak, tak, tak, tak!!!! Ale… nie wiem czy dam radę… Ania zaprosiła całą rodzinkę na święta do Torunia i wypada, żebym pomogła grubaskowi w przygotowaniach, muszę wszystko z nią ustalić i spróbuję się wyrwać na tę bajaderkę w bajkowej otoczce :))

      4. super! przekaż proszę gratulacje :-)))) pewnie cała w skowronkach :-)))) i Ty też :-)))))

  2. Czytam i nie dowierzam, to o mnie też, bo ja w ciepłym deszczu ożywam, oczyszczam się, nabieram kolorów, unoszę, rozwijam …. i to wszystko co tak pięknie napisałaś

      1. Zarumieniłam się jak ta szyszeczka modrzewiowa i tak zaróżowiona Ci dziękuję

  3. A my Dominiko, tacy niemądrzy, uciekamy przed życiodajnym deszczem, bo boimy się, że fryzura nam się zepsuje, że rzeczy nam przemokną. Gdybyśmy brali przykład z tych pięknych kwiatów, nasza cera może byłaby też taka „kwitnąca”. :)))Dobrego dnia, Dominiko. :)))

    1. Masz rację Rozyno, przecież właśnie angielki słyną z pięknej, nawilżonej cery… dzięki londyńskiej mgle i mżawce… nie uciekajmy więc przed wiosennym deszczem :-)))) Pozdrawiam sredecznie

  4. WitajPomimo zimna, ale pod wpływem wilgoci z powietrza- mój ogródek rośnie w oczach: wychodzą min funkie, lilie, itp 🙂 ku mej radości :)Pozdrawiam serdecznie 🙂

  5. nigdy nie widziałam takich szyszek na modrzewiu. Może dlatego, że modrzewia jeszcze na działce nie mamy.Czas to nadrobić:)

      1. wiem, lubie modrzewie głaskac po ich mieciutkich gałazkach i zbierac misterne szyszeczki. mam nawet dwie gałazki zimowe w wazonie – ze spaceru przyniosłysmy z Nusia.

  6. Dominiko…po prostu mowę mi odjęło, kiedy zobaczyłam Twoje zdjęcia…są tak urzekające:))) Ja też muszę sprawdzić, czy na moim modrzewiu nie ma takich pięknych szyszek…Pozdrawiam Cię bardzo ciepło i życzę spokojnej nocy:)))

    1. Naprawdę? nie wiedziałam, że te zdjęcia tak się wszystkim spodobają… w takim razie muszę zrobić ich więcej… pozdrawiam serdecznie i przesyłam buziaki :-)))

  7. Dominiko, u Ciebie nawet deszcz zmienia ubarwienie stając się złocistym słońcem na płatkach kwiatów, zarumienioną różową niewinnością niedojrzałej szyszki i delikatnością fioletu. Po prostu cuda natury. Zatem, niech pada 🙂

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *