żółty ser czyli kuchnia eksperymentalna

Samodzielnie zrobić żółty ser, to dopiero jest wyzwanie myślałam sobie, strasznie skomplikowana sprawa. Otóż okazuje się że nie. Dowiedziałam się, że tradycyjny proces wytwarzania sera polega na pokruszeniu i posoleniu twarogu i pozostawieniu go na kilka dni w ciepłym miejscu, aby zgliwiał, cokolwiek to znaczy 😉 Po czterech dniach dokonuję obserwacji twarogu, wącham, mieszam… twaróg zmienił konsystencję, ciągnie się… i wiem już co znaczy że zgliwiał. Dla całego przedsięwzięcia przygotowuję łaźnię parową, metalową miskę, w której znajduje się twaróg stawiam na garnku z wrzącą wodą. Po kilku minutach ogrzewania twaróg ciągnie się jeszcze bardziej, mieszam, dodaję żółtko, odrobinę masła, mieszam wytrwale. Dodaję jeszcze jedno żółtko aby ser stał się bardziej elastyczny. Smakuję, jest delikatny, puszysty, pyszny. Do porcelanowej miseczki odlewam gotowy serek, będzie neutralny bez dodatków, do pozostałej części serka, która jest jeszcze w misce dodaję suszoną bazylię i drobno pokrojone suszone pomidory, całość mieszam i wlewam do miseczki. Gotowe! Można już zanurzyć nóż w ciepłej jeszcze konsystencji sera i posmarować nim kromkę razowego chleb, mniam. Następnym razem zrobię żółty ser tradycyjnie z kminkiem 🙂

  
  

46 Replies to “żółty ser czyli kuchnia eksperymentalna”

    1. hi hi, ja też Ewuniu z kminkiem lubię najbardziej, ale to było z mojej strony wyrzeczenie dla domowników, którzy kminku nie lubią. Wyrzeczenie jednak okazało się pyszne!

  1. Pychota!!! Mniam!!! Taki serek pamiętam z dzieciństwa, moja Babcia go robiła, ale wyłącznie z kminkiem, więc bardzo jestem ciekawa smaku tego z pomidorkami. Jako nastolatka próbowałam sama taki zrobić, ale coś mi nie wyszło i się zniechęciłam…Może zbyt szybko? U Ciebie tak to prościutko wygląda 🙂 Pozdrawiam smakowicie 😉

    1. O wiele więcej pracy jest przy robieniu twarogu, a z serem poszło tak szybko i łatwo, sama się zdziwiłam. Ważne jest aby „zgliwiał” .Dobry jest z pomidorami i bazylią, taki prowansalski. Buziaki!

    1. Smakuje podobnie jak serek smażony kupowany w sklepie, w pojemniczkach, najczęściej z kminkiem, ale jest lepszy, bo świeży, bez chemii i glutaminianu sodu, taki delikatny…

      1. Ja robię czasem z „gotowca” takie smażone kotleciki z żółtego sera, ale to pychota! wow!

  2. Dziewczyny, Wy mnie zawstydzacie swą różnorodną działalnością na różnych polach :-). Ten ser podziałał mi na wyobraźnię, może też spróbuję zrobić, bo sklepowe sa okropne. Mam nadzieje, że wytrzymam zapach zgliwiałego twarogu – brrrr. Dominiko, podziwiam Cię ! Jeszcze więcej przetworów i wyrobów robią Maria z Pogórza i Asia spod Lip – niesamowite gospochy :-).

    1. Aniu, do bycia gospochą to jeszcze mi daleko, ideał niedościgniony…ale ten zapach zgliwiałego twarogu wcale nie był zły, ostry, ale nawet przyjemny 🙂

  3. Stary ale jary, jadłam taki drzewiej gdy nie było wyboru w sklepach. Teraz w sklepach przesyt i wracamy do starych dobrych, sprawdzonych, domowych wyrobów. Dziękujemy

    1. Jak czytam na etykiecie w sklepie skład takiego sera, to ochota mi na niego przechodzi, oczywiście wyjścia nie ma trzeba kupować, ale czasem taki eksperyment, raz na jakiś czas…

  4. Polecam Ci blog Brzuchomoowca. Prowadzi go jeden z najlepszych znawców serowarstwa w Polsce – Eugeniusz Mientkiewicz. Pozdrawiam:)

  5. To nie żółty a smażony ser….:) A to „zgliwiał” czy jak tam napisałaś, to u nas po prostu mówi się, że ser musi „dojrzeć” lub „przegnić”….:D Pyszny jest. Ja czasem dodaję do niego kminku.

    1. To żółty ser smażony, tyle że ja go nie smażyłam, zastosowałam wersję delikatniejszą, nie mniej jednak pozostał nadal serem żółtym. U nas mówi się zgliwiał, a kminek to tylko przyprawa, którą można zastąpić wedle uznania…. :-)))

  6. Dominiko, znam ten ser doskonale, moja Mama bardzo często go robiła. Pamiętam, że jako dzieci nie lubiliśmy tych dni, w których następowało gliwienie sera. Pomimo, że miska z serem przykryta była płócienną serwetka, jego zapach roznosił się po całym mieszkaniu. Następne czynności były takie same jak u Ciebie. Mama dodawała tylko kminek.Serek był pyszny, nie mogliśmy się doczekać żeby ostygł i żebyśmy mogli go jeść z chrupiącym świeżym chlebem. Za każdym razem wychodził troszeczkę inaczej. Czasem był rzadki, prawie lejący, a czasem twardy, że można go było kroić w plasterki. Ja też go robiłam, ale za moich czasów twaróg kupiony w sklepie nie był już tak wartościowy jak kiedyś, ale serek i tak wychodził bardzo smaczny, chociaż często zbyt rzadki. Chciałam życzyć Ci smacznego, ale pewno serek już skonsumowany. :)))To pozdrowienia Ci przesyłam. :)))

    1. Rozyno, trochę się zaniepokoiłam czy ja dobrze ten ser zrobiłam (choć smakował super) bo zgliwiały twaróg wcale nie śmierdział, miał ostry zapach, ale ok, bez takich reakcji jak u Ciebie. Może ja go za wcześnie poddałam obróbce? jednak był tak dobry, że musiałam opanować się, by od razu wszystkiego nie zjeść. Z moim węchem wszystko jest dobrze, naprawdę. Pozdrawiam serdecznie :-)))

      1. Może Dominiko teraz jest inne mleko niż kiedyś ? Właściwie to na pewno, przecież krowy są teraz inaczej karmione niż kilkanaście albo i więcej lat temu. Pamiętam też, że był sposób aby przyśpieszyć to gliwienie sera. Posypywało się go sodą oczyszczoną i po dwóch dniach można było smażyć, a smaku sody się nie wyczuwało. Dominiko a znasz kluski kładzione z surowych tartych ziemniaków ? U nas mówiło się na nie kluski szare. Po ugotowaniu polewało się je przysmażonym boczkiem lub słoniną i jadło z kiszoną, gotowaną kapustą. Zupełnie o tych kluskach zapomniałam, a były takie pyszne. .:)))

      2. Tak Rozyno też o tej sodzie słyszałam, ale z tym zapachem twarogu, to dziwna sprawa. Kluski o których mówisz oczywiście, że znam, u nas mówi się na nie kluski ziemniaczane, sama zrobiłam je tylko raz w życiu, w zeszłym roku, a tak zawsze podjadam u mamy. Teraz jest na kluski dobra pora, ziemniaki idealne do tego celu, może zrobię… Dziękuję Ci kochana bardzo, pozdrawiam :-)))

  7. W życiu takiego sera nie jadłam. Z pysznym swojskim chlebkiem musi być pychota:) Ja właśnie zjadłam śliwki w czekoladzie i mam wrażenie że już nigdy więcej nic nie zjem, takam najedzona:))) Smacznego:)

    1. … że też przypomniałaś mi o tych śliwkach, bardzo je lubię… no i co teraz, muszę zjeść coś słodkiego ;-)))

  8. Dominiczko !wiem,że ten serek zrobiłaś z własnego twarogu,z pewnością musi być smaczny szczególnie z takim chrupiącym chlebusiem.Ciekawa jestem,czy można taki zrobić z kupnego twarogu;)) Miłego wieczorku życzę.

    1. Tak Alutko z własnego twarogu, znam jednak jednostki bardzo odważne, które wytwarzają taki ser z twarogu kupnego i chwalą sobie 🙂 Nocki Dobrej :-)))

  9. Szalenie apetyczni wygląda to kuchenne eksperymentowanie. Jako wielbicielka żółtego sera, po prostu mnia 🙂 Może skuszę się i ja, kiedyś, na takie pyszności własnej roboty. Tymczasem podziwiam Twoje kuchenne cudeńka, Dominiko. Uściski :))

    1. Małgosiu, takie sporadyczne zimowe eksperymentowanie jest niezwykle przyjemne, dom wówczas żyje… zapach, ciepło, cała towarzysząca kuchennej krzątaninie otoczka jest miła… i ten smak 😉 Serdeczności!

  10. Wygląda smakowicie, choć mialas rację, prawdziwe twarde sery żółte, to sery dojrzewające i trzeba się do nich troche bardziej przyłozyć, choc zapewniam Cie , że ich wytwarzanie tez nie jest tak trudne jak by sie moglo wydawać 🙂

      1. Spokojnie Dominiko, jeszcze ani jednego nie mam na swoim koncie 🙂 Choć rzeczywiście zamierzam spróbować swoich sił po warsztatach serowarskich, w których miałam przyjemność uczestniczyć. O rezultatach moich prób poinformuję , nawet jeśli sie okażę zupełnym, serowarskim beztalenciem 🙂

      2. Super! W takim razie z niecierpliwością będę oczekiwać relacji serowarskich…

  11. Podziwiam Cię Dominiczko bo mnie ciągle brakuje czasu na niektóre eksperymenty. Brzmi bardzo zachęcająco i wcześniej lub później skuszę się tym bardziej, że jest niedaleko pewien rolnik, który wypasa krowę na łące (no nie zimą) i karmi jak Pan Bóg przykazał a nie kiszonkami. Poszukam książki (całkiem opasłej) pt.” Domowy Wyrób serów” , która gdzieś się schowała i jeżeli znajdę jakiś sensowny i wykonalny przepis to przekażę. Nie mogę funkcjonować bez małego zapasiku żółtych pyszności a możliwości stworzenia własnego dziełka w tej materii brzmi bardzo zachęcająco.Serowarskie pozdrowienia.

    1. Zuziu, ja tylko tak od czasu do czasu eksperymentuję:-) a sery bardzo lubię więc nie mogłam się oprzeć, aby wypróbować to, co tutejsze gospodynie wytwarzają na co dzień. Cieszę się jednak, że spróbowałam taki ser zrobić, bo jego smak niezwykle mi odpowiada.Serdeczności przesyłam :-)))

  12. Ja Dominko słyszałam o dwóch innych jeszcze metodach na własny ser żółty. Jedna to smażenie białego sera na patelni z czymś tam – koleżanki mojej siostry tak robiły w akademiku. A druga to dodanie do mleka podpuszczki – tę stosował stryj mego męża. Wielosć metod świadczy już o tym, że nie takie to trudne i nie święci garnki lepią.

    1. Metod pewnie jest wiele, ten twaróg zamiast w łaźni kąpać też można na patelni smażyć, ale wówczas jak „wieś niesie” już taki delikatny nie będzie. Ta metoda spodobała mi się 🙂 niemniej jednak dziękuję za podpowiedź co do innych 🙂

  13. Witaj Dominiko! Chciałam napisać, że Cię podziwiam, iż masz odwagę tak eksperymentować w kuchni, ale właściwie w poprzednich komentarzach już to zostało napisane, więc tylko przyłączę się do nich i pogratuluję wspaniałego efektu. Gdzieś tam w głowie zapisuję sobie te wszystkie Twoje pomysły i myślę, że kiedyś mi się przydadzą. Ale w tej chwili wpadł mi do głowy inny genialny pomysł…powinnaś napisać książkę kucharską i ją wydać! Na pewno byłaby bestselerem:))) Buziaczki:-)

    1. Kochana Genevieve, rozbawiałaś mnie :–)) zamiast książki kucharskiej ewentualnie jakaś broszurka może by powstała…. :–)) Powiem Ci jednak, że serek wyszedł bardzo smaczny, a proces wytwarzania okazał się niezwykle szybki. Pozdrawiam Cię serdecznie 🙂

  14. Witaj Dominiko!Znam ten serek z dzieciństwa,pamietam jak stał w misce koło pieca w moim pokoju(bo cieplutko) i się starzał:) potem tata go smażył.Wtedy tego sera nie lubiłam.No a teraz z kupego twarogu nie wychodzi,a teraz już ten serek lubię:)Pozdrawiam Cię serdecznie!

    1. Witaj Karolino 🙂 ja też kiedy byłam mała tego sera nie lubiłam, ale wówczas niczego nie lubiłam poza zupą pomidorową 😉 Teraz jedzenie sprawia mi przyjemność i muszę uważać, by całego takiego serka na raz nie wsunąć 😉 Miłego dnia

  15. Dzięki Twojej mniej lub bardziej eksperymentalnej kuchni odkurzyłam woka,eksperymentując z obiadami i upiekłam chlebek,co prawda z gotowych komponentów i drożdży ale klasycznie w piekarniku,w końcu to pierwsze koty za płoty!A skoro się odważyłam to następny krok do prawdziwego razowca na zakwasie i do innych Twoich przepisów.Dzięki!

    1. Nie masz pojęcia jak się cieszę 🙂 jeśli moje gotowanie i eksperymentowanie jest dla Ciebie inspiracją, to dla mnie jest to bardzo dobra wiadomość :-))))

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *