spacer rytualny

Kiedy po 22 wkładam buty, oznaczać to może tylko jedno, spacer z moimi zwierzakami po najbliższej okolicy  . Nie muszę ich wołać, rytuał odbywać się może nawet bez słów; także w największe mrozy

i śnieżyce Zorka, Kicia i Miluś gotowe są do wyjścia.

Księżyc jak magiczna, jasna kula świeci wysoko na niebie. Zadzieram głowę mocno do góry, żeby go zobaczyć. Znakomicie oświetla otoczenie, księżyc

i śnieg wystarczają dziś za wszystkie światła mojego Siedliska hahaha .Gwiazd na niebie nie widać, zasłaniają je galopujące białe cumulusy. Gwiazdy śmieją się dzisiaj na Ziemi.

Czy Wy też obserwujecie Takie Zjawiska?

A cała wesoła ferajna biega w najlepsze po śniegu, zaczepiając się nawzajem, goniąc, dokazując…

wiem, że są teraz szczęśliwe..

spotkanie z dzikiem

Ubieram się ciepło, zakładam kurtkę, czapkę, rękawice…

i śniegowce – ochraniacze na spodnie, wybieram się bowiem na spacer, zamierzam przez las dojść do jeziora.

Zimą, przy tej ilości śniegu jest to duże wyzwanie, dukty leśne nie są odśnieżone, trzeba więc brnąć w białym puchu…po kolana.

Zorka, swą psią intuicją wyczuwa, że czeka ją jedna

z ulubionych przjemnośći – spacer!

Kociaki też się szykują, ale muszą zostać w domu, nie dadzą rady w takich warunkach…

Kiedy nie ma śniegu, do jeziora można dojść w kilka zaledwie minut, przy tej aurze jednak, spacer przeradza się w wyprawę, …nie na delikatne łapki kociąt.

Idziemy więc z Zorką same.

Dzisiaj temperatura nie jest tak niska, jak w dni poprzednie, tylko -2, ale zimny wiatr potęguje uczucie chłodu. Zorka bardzo się cieszy, biega wesoło, jak kiedyś, gdy była szczeniakiem.

Mijamy ośnieżone, uginające się pod ciężarem śniegu drzewa. Na śniegu, jak na mapie, widać mnóstwo ścieżek wydeptanych przez tutejszych mieszkańców, rozpoznaję trop zająca, dzika, saren,…żadnego śladu człowieka:)

Za każdym razem idąc na spacer, spotykam jakieś zwierzęta, nie tylko ich ślady. Teraz też w oddali widzę samotnego dzika, stoi bez ruchu, po chwili kopytem uderza w śnieg i rozgarniając go, szukując pożywienia, w ziemię.

Zastygam w bezruchu, Zorka dostrzegłszy zwierzę, także.

Patrzymy to na siebie, to na dzika, Zorka czeka na moją decyzję, co robimy?

Dzik wyczuwa, że nie jest już sam, nasze spojrzenia spotykają się. Ogarnia mnie strach. Dzik jest ogromny, pewnie to odyniec, samice poruszają się z młodymi

w stadach, a samce żyją samotnie.

Wycofujemy się, taka jest moja reakcja, Zorka w lot  odczytuje mój zamiar, zawracamy.

Dzik nie pragnie wcale konfrontacji z nami, znika gdzieś między drzewami.

Przez chwilę muszę ochłonąć, zrobiło mi się gorąco…

Nie rezygnujemy jednak z wyprawy, nad jezioro docieramy inną drogą, lód pokrwa całą, wielką taflę.

Zorka z nostalgiczną miną patrzy w dal, może chciała, jak czasem bywało, pogonić tego dzika? 

Stoimy jeszcze przez chwilę, słyszę odgłosy lasu, wiatr, trzask łamanej gdzieś gałązki. Chłonę  bezmiar białej przestrzeni. Chcę ten obraz zapamiętać…

Czas wracać do domu.

 

 

 

piernikowe ciasteczka

Kilka dni temu zrobiłam ciasto na pierniczki,
teraz sprawdzam czy jest takie, jak być powinno,
czyli gładkie, lśniące i jednolite.
Niestety, nie spełnia ono moich oczekiwań,
trochę się kruszy…
Zabieram się więc, za jego ponowne wyrabianie,
pod wpływem ciepła rąk, staje się coraz bardziej
sprężyste, oj ciężka to praca takie wyrabianie ciasta!
Zjadam kawałek, jest pyszne i takie pierrrne..,
poleży sobie jeszcze zawinięte w płócienną ściereczkę,
potem znowu je pougniatam, no i w końcu upiekę..
tworząc różne choinkowo – serduszkowe formy.

barszczyk wigilijny czas przygotowywać

Od rana sypie śnieg, wolno padają drobne płatki, na drzewa, pola, drogę..,
oby ten śnieżny pejzaż utrzymał się do Świąt.

Myślę o potrawach wigilijnych, zamierzam przygotować barszczyk czerwony,
i w tym celu właśnie nastawię dziś buraki na zakwas.

Mam 4 kg buraków ćwikłowych, które kupiłam u miejscowych Gospodarzy,
myję je, obieram, kroję w plastry, układam w wielkim słoju razem
z obranymi z łupek ząbkami czosnku, po dwa na każdy kilogram.
Zalewam buraczki źródlaną wodą, na wierzchu kruszę kromkę razowego
chleba, który zrobiłam na zakwasie. Nakładam na górę gazę, obwiązuję ją,
Odstawiam słój w ciepłe i ciemne miejsce. Po 5-6 dniach zdejmę pianę,
która utworzy się na wierzchu, a zakwas przeleję do butelek, zakręcę
i ustawię w spiżarce. Może tak stać nawet do Wielkanocy, chociaż wówczas
potrzebować będę inny zakwas, na barszcz biały:)

Dzień przed Wigilią ugotuję wywar warzywny, z suszonymi borowikami,
ziarnami ziela angielskiego, liściem laurowym.. połączę wywaz z zakwasem
z buraczków, przemieszam, przez noc smaki się połączą  i barszczyk,
będzie gotowy na wieczerzę.

A śnieg sypie nadal, Zorka bawi się z kociakami, które nurkują w białym
puchu, stają na tylnych łapkach, a przednimi starają się uchwycić
wirujące płatki…

magiczne miejsce

Leśne Siedlisko obsypane jest białym puchem.
Sosny i świerki wyglądają pięknie otulone puszystą pierzynką.
Brzozy, nagie siostry Zimy, tworzą prawie jedno tło, w grudniowym,
białym krajobrazie.

Przyglądam sie temu cudownemu zjawisku przez wielkie okno,
pijąc kawę i grzejąc się przy kominku.

Grupa saren, z dumnie podniesionymi głowami przechodzi właśnie
przez obraz, który podziwiam. Zmierzają zapewne na pola, gdzie spodziewają się
znaleźć pożywienie dla siebie. Szczekanie Zorki wcale ich nie płoszy.
Przyzwyczaiły się do sygnałów ostrzegawczych  wydawanych przez moją Psinę,
zatrzymują się na chwilę, zerkają na Zorkę, idą dalej…
sobie tylko znaną ścieżką.

Leśne Siedlisko jest teraz puste, Goście przyjadą dopiero na Święta.
Mam więc czas, aby wszystko dokładnie przygotować, przystroić domy,
zrobić ozdoby choinkowe, upiec piernik, ciasteczka, zrobić zakwas
na barszcz czerwony,  poszatkować kapustę, przygotować marynatę do ryb
 i mięsiwa..moje małe kulinarne przyjemności…